Domek przy ulicy Głębokiej cz. 1 (Wolski Włodzimierz)
(strona 1) " Włodzimierz Wolski   DOMEK PRZY ULICY GŁĘBOKIEJ USTĘP PIERWSZY   Des jours charmants la perte seule est à craindre, Fêtez les bien, c'est un ordre des cieux. bEranger I Wędrując po Warszawie, po..."

(strona 2) " Padają ściany z łoskotem, sypie się gruz i cegła, wiatr buja kłębami starego wapna, które tamuje oddech i gryzie w oczy. Zdaje się, że nieprędko nowe lepianki na miejscu zwalonych powstaną, że dopiero na wiosnę trawka zazieleni..."

(strona 3) " dy, zdaje się, nie podobna przypuścić, aby tam uczciwość mieszkać mogła, aby przemawiała z wywiędłych twarzy biedaków, siedzących nieraz po kilka godzin z żabią rezygnacją w jednej, wilgotnej ciupie. Dlatego też najmniejszy dowód..."

(strona 4) " Powstaje też wkrótce pokaźna jejmość dwu- albo trzechpiętrowa, częściej z pozorną elegancją niż ze smakiem rzeczywistym przystrojona, która właścicielowi nie tylko da zarobek, od niejakiego czasu diabelnie wycieńczający kieszenie..."

(strona 5) " Dałeś mi Boże z Twojej opatrzności, Dajże i temu, który mi zazdrości! W poczciwym tym domku, w stancyjce od podwórka, z rana, w wilię Wilii Bożego Narodzenia, rumiana panienka lat siedemnastu, a może i więcej, z książką w ręku —..."

(strona 6) " starczyło na sążniste nioby, matyldy, warkocze i tym podobne diabełki. — Panie Marcinie! — Marcelli, Mamselle! Co pani rozkaże? — Czy ja mam co rozkazywać? — Au contraire. — Dziś post. — Aujouid'hui carême,..."

(strona 7) " — Bywały, ale nie zawsze — odparł wyrokująco nauczyciel, któremu na to zapytanie pachniała zupa coraz bardziej, a wzrok zatrzymywał się coraz częściej na niskim czole, na różowych ustach szepleniących niegodziwie francuskie..."

(strona 8) " — Un canonique, bo to z francuskiego — odparł niezmieszany nauczyciel. Czas upływa młodym jak sen przy nauce języka powszechnego. Słoneczko zimowe, w lodach Wisły odbite, rozkosznie do nich zagląda przez małe okienko i..."

(strona 9) " — Ojcze Jakubie, nie odmawiajcie, prosimy z nami, co Pan Bóg dał. — Ano Bóg zapłać, kumie Szczepanie! Trzeba wracać do klasztoru. Oddajcie jeszcze te opłatki dla panny Marcysi i zażyjcie oto tabaki! Więc ta sucha jejmość, co na..."

(strona 10) " — Ano dajmy tam temu pokój, mój kumie poczciwy! Mróz bierze coraz bardziej. Z kuźni od was aż się tutaj sypią iskry. Wam trzeba do roboty, a mnie do klasztoru. Nie zapomnijcie o opłatkach dla mojej chrzesnej. Bądźcie zdrowi! — Ej,..."

(strona 11) " że wygrał sprawę. Nagle wstała, a była prawie tego samego wzrostu co syn, wcale nie ułamek, tylko znacznie suchsza od niego i nieco pochylona. Nos jej był familijny, spory, włosy ni to płowe, ni to siwe, gęsty mech siwawy oprószał..."

(strona 12) " a właściwa — to ambicja. Jak wiesz, papa mój nieboszczyk mógłby, gdyby chciał, używać tytułu barona — Kalbfleischowie w Szląsku są baroni — a jednak nie chcąc mu być ciężarem wolałam, jak wiesz, zostać guwernantką — i..."

(strona 13) " — Owszem, do naszego Witruwiusza. — Tak? — zagadnęła z uśmiechem wujenka, wtajemniczona w przezwisko dane budowniczemu, a z gniewem w myśli, że jej syna nie spotkał ten zaszczyt. — Myślałem, że nigdzie i że cię dobra myśl..."

(strona 14) " buję. Grâce à Dieu, może wszystko wkrótce przemieni się na lepsze! — dodała tajemniczo ze szczególniejszym zadowoleniem Marcelka, na którym te słowa: „Przemieni się na lepsze", od niejakiego czasu często przez matkę..."

(strona 15) " — Jakże, Pawle, zostaniesz z nami? — Czyż można robić panu Pawłowi tak niedorzeczną propozycję i psuć mu zabawą w przyzwoitym towarzystwie? Paweł zaczął się namyślać nad odpowiedzią, bo wyglądał, jakby się zawsze nad..."

(strona 16) " Marcelek nie pozwolił jej dokończyć i szepnąwszy kilka słów, wymógł, że dała się udobruchać. — Marcel! mon enfant! Pamiętaj, filucie, żem tylko dla ciebie to zrobiła. Przy łamaniu opłatkami Marceli poznał Pawła z..."

(strona 17) " — Grzeczny kawaler z pana Pawła, że nam dotrzymuje towarzystwa — wtrąciła Gulmańcewiczowa dziwiąc się i poniekąd ciesząc w duszy, że poświęcił wilię u budowniczego z takim lekceważeniem. Była pewna, że jej Marcelek by tego..."

(strona 18) " Męża i syna kochała bez zaprzeczenia, ale też wymagała za to jak od dzieci, których niegdyś uczyła koniugacji, posłuszeństwa bez granic i bezwarunkowego uznania jej władzy. Bardzo wielu spomiędzy nas lubi lub też z tradycyjnego..."

(strona 19) " wszystko, biegała od rana do wieczora w pogodę czy słotę, parę razy nawet przyjęła obowiązek na wsi, aby tylko dokończyć edukacji jedynaka. Wyskomlała, że go przez klasy przepuścili, uczyła go po francusku, chociaż to szło trudno..."

(strona 20) " gwiazdce, dozwala nam odrodzić się choćby na tę chwilę — i serdeczniej, życzliwiej spojrzyć na świat i ludzi. Dla tej zgody ze sobą samym, dla tego porozumienia bratniego nie dziw, że zachowujemy gościnne podania, właściwe potulnym..."

(strona 21) " W izdebce, gdzie się odbywały lekcje francuszczyzny, przy stole osypanym siankiem, wystrojonym w kwiecisty obrus czerwony, zasiedli do wilii u kowala. Łojowe świeczki płonęły w żelaznych lichtarzach, jadła było aż do zbytku (pod..."

(strona 22) " — Nie znaliście państwo tej osoby. — Tośmy się dużo dowiedzieli, jak zwykle od pana Pawła — rzekła jejmość z głośnym śmiechem, widocznie nakazującym, aby mu zawtórzono. Jakoż Marcelek, kowal i jego córka natychmiast..."

(strona 23) " Pani Gulmańcewicz, chociaż niedyspozyt, choć się gorzko-słodko krzywiła na gościnne zaprosiny Marcysi, jadła jednak wcale nieźle, co się czasem kobietom w jej wieku przytrafia. Nie zaniedbała przy tym lunelka, który przecie..."

(strona 24) " nie otwierajcie lufcika, będzie cug, a kadzidła przyślą wam z góry, królewskiego kadzidła. Odprowadź mię z łaski swojej z Marcelkiem, chyba już nie zejdę, bo doprawdy jestem niedyspozyt. Dziękuję bardzo, panie Szczepański. Jak mi..."

(strona 25) " V Z drugiej izby rozległ się śpiew z kilku głosów złożony, naprzód cichy, potem coraz głośniejszy. Piskliwe i chrapliwe gardło czyjeś, energicznie wydostając tony, przytłumiało zupełnie dźwięki towarzyszów. — Kolędy! ach,..."

(strona 26) " Panienka uśmiechnęła się znowu, miała teraz Pawła za człowieka zupełnie głupiego. — Nie odmówicie nam państwo, jak poprosimy! — zawołał nagle Marcelek. — O co takiego, o co? — zapytali na wyścigi ojciec i córka. —..."

(strona 27) " spore ręce i ubiór niezgrabnie wiszący, nie podobna by go było na pierwszy rzut oka wziąć za rzemieślnika. Pokłonił się nieśmiało, nieco zgrabniej od Maciusia i zarumienił jak dziewczyna. Po chwili przyjrzawszy się Pawłowi,..."

(strona 28) " Panno Sokalska, trzy świece się palą, zgaścież no jedną, panienko! — zawołała wchodząc nagle Jakubowa, siwiuteńka, czerstwa i jak burak rumianiutka babulka. Niewielkiego wzrostu, ale za to otyła prawie jak śp. Andrychiewiczowa,..."

(strona 29) " Niech się dobrodziej nie gniewa, żem pierwej nie przywitała, ale to człowiek tak się zagawędzi, że i zapomni o świecie — rzekła zwracając się do Pawła i pocałowała go w ramię. — Jakubowa myśli, że pan ksiądz —..."

(strona 30) " dziemy wam wszyscy wtórowali — zawołał śmiejąc się Marcelek i chcąc odwrócić uwagą przytomnych od Marcysi, która widocznie zmieszała się i zarumieniła. — Bien! très bon! en avant!   marche! Zaśpiewajcie! Kiedy..."

(strona 31) " Józiak ośmielił się parę słów do Marcysi przemówić, nawet w nieznaczących oczach Marcelka, zaledwie może nieco filuternych, błysnął promyk szczerszy i otwartszy. Jakubowa wniosła triumfalnie krupnik. — A nie zapomnieliście tam,..."

(strona 32) " do deski przeczytał. Ze szczególniejszym więc zadowoleniem Jakubowej, kowala i Marcysi zaczął pokazywać niektóre facecje i popisywać się zręcznością: wziął do ust i wyjął zapaloną świecę, zawiązał chustkę na węzeł..."

(strona 33) " — Choroba tam, Macieju! Daj lepiej pokój. Szkoda zębów, gryź orzechy! Siadaj. — Maciuś gdyby się uwziął, to by cały domek udźwignął. En avant, morbleu! — zawołała Jakubowa, uczuwając coraz bardziej wpływ krupniku,..."

(strona 34) " Maciuś jąkała spojrzał, jak to mówią, spodełba na Józiaka, na Marcysię, Marcelka, na Jakubową, już oczywistą ofiarę krupniku, drzemiącą w kącie. Śmielszy, bo krewniak, postawił przed majstrówną ogromny orzech włoski i..."

(strona 35) " czasem o robotę i o miejsce było trudno. Nareszcie Pan Bóg mu jakoś poszczęścił, ożenił się z wdową po kowalu, rodem Węgrze, u którego pracował, robota zaczęła sypać się jak z worka, uciułało się nieco grosiwa, a od grosza do..."

(strona 36) " i matkę, ale ja u Dzieciątka Jezus byłem dawniej... — Widać bardzo poczciwy człowiek z kuma Szczepana — zagadł Paweł żałując, że przed chwilą dotknął najdrażliwszej strony w sercu takiego sieroty, któremu z pogrobowego wyrazu..."

(strona 37) " profesora, jakby ojciec dla dziecka, lepiej niż moja majstrowa dla swojego Fidryka. — A teraz? — Teraz jakoś człowiek już i nie tak śmiały do niego. Wymówił mi nawet kiedyś, że on majster i bogaty, a ja biedny czeladnik bez ojca i..."

(strona 38) " to piękne! Tak mi teraz trudno dostać książek, mój kolega z Dzieciątka Jezus, introligator, wyjechał na prowincję, może go sobie pan profesor przypomina ze szkoły, Antoś Czapelka? — Pamiętam. — Śmiałbym pokornie prosić pana..."

(strona 39) " Tak pragnął życzliwości, a nawet przewagi starszego i ukształceńszego człowieka, co by mógł zwierzyć się przed nim, zaufać mu, a przy tym szanować, kochać i zapatrywać się na niego, że znalazłszy, radował się w sercu..."

(strona 40) " (W Warszawie oo. reformaci zachowują ten zwyczaj rodzinny, tylko jasełka bywają znacznie ozdobniejsze.) Prawdziwa to uciecha dla maluczkich, co ich nasz Pan garnął tak do siebie! Co za życie w wiejskim kościółku, co za gwar wesoły a..."

(strona 41) " porusza kamienne draperie. Wysmukłe filary, sklepienia, gzymsy, załamania i ornamenta budowli, zdaje się, że widzisz drgające, złączone w jeden głęboki akord modlitwy. Ile bo też rozlicznych odcieni w tym najpierwszym, najbardziej..."

(strona 42) " także nad tobą i oba poprzednie wrażenia przypomną się, choć już nie tak wydatnie. — Proszę pana profesora, czemu wszystkie ławki lub konfesjonały nie tak piękne jak te dwa, co przy drugich filarach stoją? — przerwał Józiak..."

(strona 43) " cza na szczupłe rozmiary całości. Na ścianach mało wprawdzie ornamentów, religijnym tchnieniem ożywionych, mistyczna fantazja nie uwieńcza siatką wykoronkowaną wyniosłych murów, ale też mniej śród nich smętności i tajemniczego..."

(strona 44) " wie skromnej katedry naszej, która w nocy przy świetle gromnic niesłychanie zyskuje i efektuje tak dalece, że na pierwszy rzut oka zlepek ów najrozmaitszych stylów dosyć zgodnie i niepospolicie wygląda. Głos kapłana odezwał się po raz..."

(strona 45) " niem spogląda i postępuje się swoją własną, gdzie już nie ma tyle znoju i trudu; kolej łatwiejsza, godniejsza i cel wyższy. Nietrudno mu było odgadnąć i poznać, że panna Marcjanna bardzo mile spogląda na jego kuzynka, lecz..."

(strona 46) " nudzą się i trawią. Słońce, zachodząc, czerwono odbija się w stawie. Pułkownikowa nie ma jeszcze lat czterdziestu, ale za to śniadą cerę, ogniste, czarne oczy i dobrą tuszę! Dwie panny pułkownikówny siedzą na darniowej ławeczce..."

(strona 47) " czynią. Brat jego wybornie na jej wiosce gospodaruje i porządny dom prowadzi... Paweł z dwunastoletnim pułkownikowiczem, którego od miesiąca przygotowywał do szkół, wraca z konnej przejażdżki. Dojeżdżają do ganku, malec zeskakuje z..."

(strona 48) " ...Panna Aniela bardzo przyjaźniła się z panią radczynią i często u niej bywała. Czasem, lubiąc konne przejażdżki, dojeżdżała konno do Lisówki. Błękitna amazonka bujała w powietrzu, wiatr poruszał zieloną woalką, jasne loki..."

(strona 49) " imieniny macochy pojutrze. Chciała więc wrócić koniecznie. — Ach! jaka pani w gorącej wodzie kąpana; jutro rano, dziś jeszcze odeślę najniezawodniej! — zawołał pan Celestyn. — Do jutra i do dziś daleko. Wróćmy! jeszcze nie..."

(strona 50) " skiej, a nawet panie uśmiechały się tylko półgębkiem, kiedy o tym wspomniano. Zameczek dotykał ogrodu i nieraz na przechadzce wieczornej Paweł uważał, jak pułkownikowa omijała skwapliwie tą stroną ogrodu. Pan Celestyn czasem..."

(strona 51) " Kiedy podniesiesz twą natchnioną głowę, Przy twojej szyi zblednieje śnieg, Jak łabędź biały, gdy spokojnie płynie Po wzburzonej pianie mórz lśniących od słońca. Rosa i chłód nieco mu ostudziły rozpalone czoło, we dworze..."

(strona 52) " Stał już parę godzin, zabolały go ręce i nogi, miał zejść jak niepyszny, nagle przytłumiony tętent rozległ się od rzeki; zadrżał i wzrokiem nawykłym do ciemności ujrzał dziwnego jakiegoś jeźdźca w długiej, białej płachcie,..."

(strona 53) " — Co do mnie, wolę towarzystwo pana Celestyna od wielu młodych — odparł żywo Paweł, przenikliwie patrząc jej w oczy. — Zapewne — rzekła z uśmiechem i przez chwilę zamilkła. — Powiedz mi pan, panie Sarmiewicz — zaczęła po..."

(strona 54) " sznicu,   cygarach i cnocie, o Warszawie i owcach, sąsiedztwie i kartoflach, de publicis et quibusdam aliis — i nareszcie, naszym zwyczajem, zeszła rozmowa na kobiety. Ów facecyjki rozmaite opowiadał, tamten przysalał..."

(strona 55) " mydlić oczy Argusowi. Nad zakochanymi i podpitymi los czuwa zawsze — szczerze czy chytrze, nie wiadomo. Ordynans porucznika, przypuszczony do tajemnicy jak Figaro, wpada na pomysł, żeby korzystając z baśni o strachu przebrać się za niego..."

(strona 56) " Nie spuszczając oka z Celestyna, uważał, że przed odjazdem kobiet długo bardzo rozmawiał z panną Anielą, z pułkownikową i zdawało się mu, że podczas rozmowy jakiś bilecik wymaszerował z jego ręki do chustki od nosa, wyglądającej..."

(strona 57) " maskarada i wyprawa moja — za młoda i za romansowa, jak ją nazywasz, jest śmieszną, ale może śmiałość człowieka starszego, ze szpakowatym wąsem, że cię kocha... ciebie, tak młodą i piękną. Zmiłuj się, droga! Pojutrze będę..."

(strona 58) " zdziwiony na liścik pomięty. Zaledwie kilka słów przeczytała, czoło jej zapłonęło rumieńcem dziewiczym, wielkie, niebieskie oczy zwróciły się na Pawła z pogardą i gniewem. Pierzchnął z nich wszelki odcień łagodności i dobroci:..."

(strona 59) " chustki pułkownikowej wyhaftowane było imię: Angélique, Paweł przypomniał sobie, że matce jego ucznia także Aniela na imię, opuścił głowę na piersi, ale odetchnął swobodnie i strzałą wypadł z salonu. Przyszedłszy do..."

(strona 60) " VIII — I cóż, panie Jabłuszko? — Nie trzeba nigdy tracić nadziei, pani Kontrolerowo dobrodziejko. Z wielkiej chmury mały deszcz. — Ależ to niepodobieństwo, to okropność! — Najokropniejsza, pani Kontrolerowo! Daję..."

(strona 61) " — Za Królestwa, po uregulowaniu hipoteki tych dóbr, sumka nasza najwyraźniej, najświęciej zapisana w księgach dóbr kleniewskich. — Tak jest! — Prosta rzecz, że adwokaci masy upadłości woleli prowadzić dłużej niż krócej, a..."

(strona 62) " warczek Wilczy Dołek. Piskorki także przez licytacją zbywają i nareszcie wszyscy wierzyciele przed nami zapłaceni; jesteśmy na pierwszym numerze hipoteki, nawet bez Towarzystwa, a nasza sumka siedzi sobie jak u Pana Boga za piecem...."

(strona 63) " pana Szpagatowicza z Suchej Rękawki i Piskorków, który także przez nabycie wierzytelności został dziedzicem wsi przyłączonej do jego majętności. Pamiętamy go tu przecie najdoskonalej komornikiem. Po prostu, jure caduco zagrabił..."

(strona 64) " Drąg usque ad graniciem Sucha Rękawka — dat, donat, inscribit et vendit . Czarno na białym: aż do granic Suchej Rękawki, ale to jeszcze fraszki, zajrzyjmy teraz do granicznego akciku sądu podkomorskiego 1752 roku. Actum in..."

(strona 65) " łek et Sucha Rękawka in acie alias narożnik positi erant tres scopuli et eundo a fonticulo Pypeć, usque ad quercum alias dąb, ubi in ea positae tres cruces, czyli że w narożniku usypane trzy kopce, a idąc od..."

(strona 66) " niech pani dobrodziejka raczy się pofatygować z tymi dokumencikami do pana adwokata, trzymać się tego będziemy, co poradzi. — Pan adwokat, nie znając jeszcze tych dokumentów, wspomniał, że słuszność za mną. — I to..."

(strona 67) " dobrodziejko! Aż nadto dobrze pojmujesz to, pani dobrodziejko. Pan adwokat powiedział, że niebezpieczna z pani Kontrolerowej klientka. — A to dlaczego? — Bo jestem nie wiedzieć czym, że wkrótce będziesz pani prawo lepiej znała od..."

(strona 68) " remnie wstrzymywała się od łez. Na jego widok biegły jej gwałtownie do oczu. — Padam do nóżek pana budowniczego dobrodzieja! Daję najświętsze słowo honorowe, pan Marceli coraz podobniejszy do nieboszczyka papy, do pana Kontrolera...."

(strona 69) " daleki i śniegi mgławo bielały, z kuźni Szczepaniaka iskry z dymem snuły się prostym pasem wysoko. Pogodny ranek zimowy, mimo woli wywierający wrażenie nie tylko na uszach i nosie czerwieniejącym, ale i na myślach naszych, strojąc je..."

(strona 70) " karnym i rozmaitym interesentom do spraw tej dziedziny doradzał. Postarawszy się następnie o przepisywanie akt sądowych, stręcząc nadto pieniądze, nabycia, słowem: faktorując, obznajmił się z procedurą cywilną i najprzeróżniejszymi..."

(strona 71) " przegrać. Zresztą zobaczymy, co pan adwokat udecyduje. — Do tysiąca złotych mogłabym zebrać w ostatnim razie, mam jeszcze kilkaset złotych (uśmiechnęły się znów oczki Jabłuszki) i mam znajomych, co by mi paręset zawierzyli, ale..."

(strona 72) " prę to, zajrzymy do hipoteki... i powtarzam, jestem nie wiedzieć czym, jeśli w piątek kowal poczciwy sam nie zaproponuje pani pożyczki, wprawdzie niewielkiej, trzech- czterotysiecznej, ale to także piechotą nie chodzi. — Nie wiem, czy..."

(strona 73) " — Dajmy temu pokój! — odparła dumnie Gulmańcewiczowa. — Pojutrze więc służę pani dobrodziejce z najpunktualniejszą punktualnością. Na moję honorową uczciwość, nie zawiodłaś się pani dobrodziejka nigdy na mojej radzie, tym..."

(strona 74) " Po obiedzie wyprawiła samego Marcela po sprawunki i poszła do kościoła Panny Marii, który tego dnia, jako w święto kościelne, był po południu otwarty. Modląc się gorąco, błagając niebo, aby pobłogosławiło wszelkim jej zamiarom..."

(strona 75) " USTĘP DRUGI   Qu' est-il besoin pour lui du soin que vous prenez, Cest un homme, entre nous, à mener par le nez. MOLIÈRE I Dzionek gorący, ale pogodniuteńki — na czystym lazurze ani śladu chmurki. Wisła nie..."

(strona 76) " Leszno — odpowiedział flegmatycznie Maciuś jąkała, szwejcując energicznie oś od powozu, którego szkielet stał na podwórku. — Jak majster wpadnie, będzie gwałt. — Ku-um Szczepan nie wpadnie i nie pój-pój-dzie na procesję. —..."

(strona 77) " Będąc wyrostkiem, od Krakowa ku Warszawie, od Warszawy ku Gdańskowi bujał tak nieraz z drygawką po Wiśle. Zmarszczone czoło wyjaśniało się na chwilę, zapachniała mu jakby woń świeżego sianka, stanęła w myśli kurna chata wysoko..."

(strona 78) " Panu Bogu Wszechmogącemu i świętej religii naszej, jak można. — Ano więc? — Ot, widzicie, ojcaszku, pan Marcin znów od wczoraj gorzej zaniemógł, może się biedactwo i nie podniesie, bo jęczy straszliwie. — Bóg wiara i..."

(strona 79) " — Krewniak pana Marcina, pan Paweł. — Pan Paweł Sarmiewicz, ano wiem, wiem, to bardzo pobożny i poczciwy człowiek, przyjaźni się z naszym prowincjałem. — Może tam bogobojny i poczciwy, ale jakoś... ojcaszku, jakoś bym inaczej..."

(strona 80) " — Zresztą... Choroba tam z nim! Niech sobie robi, co chce, idzie, gdzie chce, na złamanie karku! — Ano, niech będzie pochwalony, kumie Szczepanie! — Jak to? Odchodzicie, ojcaszku? — Posłaliście Bóg wie za jakie trzy grosze..."

(strona 81) " — Choroba tam wypadki! Pracuje oto po nocach, pisze, czyta, nie wysypia się... albo to raz mówiłem panu Marcinowi, żeby zdrowie szanował, ale to takie zawzięte do roboty! — A młode i uparte — dodał zakonnik tłumiąc uśmiech..."

(strona 82) " Marcelka, a zapewne wróci niedługo. Prosiła, żeby pokłonić się wam i pannie Marcjannie. — Poczciwa, grzeczna, kochana pani! Niech ją Bóg dobrem obdarza i sprowadzi tutaj, kiedy pan Marcin będzie już zdrów zupełnie! — zawołał..."

(strona 83) " choroby wygodzi krewniakowi, toćże by mu potem oddała? — Ba, ba! Tak się to mówi! Zresztą... choroba! albo to on ma z czego dać! Stu dwudziestu złotych na ulicy nie znajdzie. Sam biedaczysko klepie biedę nie na żarty. — Ano, tym..."

(strona 84) " II W stancyjce na facjatce cichutko, muchę przelatującą słychać; powietrza zwykle niewiele się tam tułało wśród tylu sprzętów i gratów, teraz, przy zamkniętych oknach, pomieszanej woni od lekarstw, bursztynowego kadzidła i..."

(strona 85) " Ale wierzba płacząca czy koniecznie nad jasnym zdrojem lub grobem samotnym zwieszać ma wysmukłe gałęzie! Czasem w pobliżu u jej stóp ugór jałowy, rżysko nudne, piasek niepotrzebny lub też wyglądają z trawy głupiuteńkie, puszkowate..."